Czego Autor nauczył mnie o miłości?

with Brak komentarzy

Wiosna dwa lata temu. Siedzimy z Autorem „Ciszy. Esencji naszego umysłu” nad kolejnymi stronami „Jam jest”. Moją uwagę zwraca jakiś zapis o miłości. Proszę o wyjaśnienie. I rusza lawina…

Ryszard Klein – mężczyzna dojrzały i spełniony, z powodzeniem nadający nową jakość swojemu życiu (znamy się od dawien dawna). I ja – czuwająca nad poprawnością niełatwego języka książki i próbująca zrozumieć jej przesłanie.

profile-449912_1920

Słucham ze zdumieniem Autora mówiącego, że miłość polega na rezygnacji z oczekiwań wobec drugiej osoby i na zaprzeczeniu przekonania, że sami jesteśmy wobec tej osoby do czegoś zobowiązani. Nie przyjmuję tej tezy. Bronię zakodowanego przez lata przekonania o formie tego uczucia jak rozjuszona lwica.

No bo jak to?! Nie czekać na uśmiech, na ciepłe spojrzenie, na bliskość? Jesteś – fajnie. A jak nie ma Ciebie obok – to co? Też ma być fajnie?! A tęsknota, a potrzeba wtulenia się w ramiona, pragnienie rozmowy, wspólnego milczenia, wspólnych radości i smutków, zbliżeń… Tak – pstryk palcami – i mam ich nie czuć, nie potrzebować?!

Autor uśmiecha się z lekką irytacją i tłumaczy, jak dziecku. Że to nie tak, że miłość to cieszenie się drugą osobą bez potrzeby składania jej ofiary z własnego czasu i życia i bez oczekiwania spełniania naszych wymagań. Że najpiękniej jest wtedy, gdy nie zawłaszczamy czyjejś wolności i potrafimy cenić swoją.

Nic z tego. Nie chcę zrozumieć. Całe moje dotychczasowe przekonanie o budowaniu związku (zgodne z przedołtarzowymi przysięgami) kruszy się i pęka. Kładę na szali wiele lat życia. I właśnie dlatego wiem, że Autor ma rację. Wiem, ale się nie przyznaję. Rozstajemy się naburmuszeni.

W czasie redakcji „Jam jest” jeszcze parę razy wracaliśmy do tematu. Nie chciałam zgodzić się z przekonaniami pisarza, ale zgodnie z nimi robiłam korektę tekstu. Dopiero po zakończeniu pracy nad książką zaczęłam oswajać się z prawdą przekazaną mi przez przyjaciela.

Nie musisz być nawet zakochany (żeby być szczęśliwym). Kto ci wmówił, że musisz być zakochany?– pyta A. de Mello w „Przebudzeniu”. Właśnie – kto mi wmówił?

young-girl-531252_1920

Już jako mała dziewczynka dowiadywałam się z baśni, że jedyne, co wystarczy mi do spełnienia i szczęścia, to przyjazd księcia na białym koniu (czasami jeszcze para nowych butów, ale – para. Jeden pantofel wiosny nie czyni). Tymczasem de Mello stwierdza: To, czego potrzebujesz, to wolność.

Wolność. Trudno mi zgodzić się z faktem, że to samotność. Intuicja mnie nie zawodzi. Piotr Pałagin w rozmowie z Ireną Stanisławską w „Gdzie mieszka seks” mówi: Jedyną naszą wolnością na Ziemi, w tym bardzo mocno uwarunkowanym świecie, jest wybór partnera do miłości. (…) wolność to radość, spokój, rozluźnienie. To ona daje prawdziwe poczucie bezpieczeństwa i sprawia, że nasze życie na Ziemi ma sens. Kiedy autor tych słów spotkał swoją obecną żonę, była ona wówczas w związku małżeńskim z innym mężczyzną. Seksuolog wszedł do ich pokoju i zdecydowanie oświadczył tamtemu panu, że tamta pani będzie jego – Pałagina – żoną. I tak się też stało. Podkreślał, jak szczęśliwym są małżeństwem. Skąd wiedział, że to ta „jedyna”; że ta kobieta będzie jego wolnością? Posłuchał drgnienia serca, szeptu duszy, intuicji – tego, co jest prawdą naszej drogi.

pablokorektar

Słuchaj serca. Podążaj za jego drgnieniem. Często tak trudno przebić się przez stereotypy, lęki i iluzje. Kto z nas potrafiłby – jak Pałagin – odrzucić wszystkie obawy i otworzyć ramiona na bezwarunkowe przyjęcie uczucia, które doprasza się istnienia? A bezwarunkowa miłość – miłość, o której mówił Autor – to jedyna, jaka może dawać poczucie wolności i trwać. Tymczasem  według Iwony Majewskiej-Opiełki:

Wszelkie drgnienia emocji, zauroczenia, fascynacje, pociąg seksualny i zwykłą potrzebę kochania nazywamy miłością, a potem dorabiamy do tego ideologię i piszemy scenariusz hollywoodzkiej komedii romantycznej. (…) Potem mamy pretensje, czujemy żal albo wściekłość, że nasi wybrańcy nie nadają się do roli, jaką im wyznaczyłyśmy, nie przeczytali scenariusza i w ogóle nie lubią romantycznych komedii.

Często miłość utożsamiamy ze spełnieniem naszej potrzeby bycia kochaną. Wyobrażamy sobie, jaka powinna być osoba przy nas, aby ta potrzeba mogła zostać zaspokojona. A miłość – to akceptacja. Kochać kogoś bezwarunkowo, to przyjmować takim, jakim jest. To nie mieć potrzeby zmieniania, ulepszania tej osoby. Osho i N. D. Walsch piszą w swoich książkach, że gdy się kogoś kocha bezwarunkowo, to ten ktoś sam przechodzi przemianę. Staje się kimś nowym, osiąga nową jakość istnienia. Ale to dzieje się w nim, w zgodzie z jego własną naturą.  Taka miłość ubogaca, wyzwala, przynosi radość i poczucie pełni.

Zamiast pisać scenariusz kolejnej sceny Waszych spotkań spróbuj pomyśleć z radością o uśmiechu, jakim zostałaś obdarowana, o cieple spojrzenia, o czułości dotyku. Zamiast myśleć, co powinnaś zrobić, żeby Wasz związek był szczęśliwy, zrób to, o czym szepcze Twoje serce.

 pablomilosc3

Miłość bezwarunkowa cieszy się samym faktem istnienia. Takiej miłości i radości  Ci życzę – nie tylko w walentynki 🙂 .

PS Z Autorem zaczynamy nową przygodę – redakcję kolejnej książki. Opracowywanie tekstów Lao Tsy w taki sposób, by odzwierciedlały naszą rzeczywistość, to interesujące wyzwanie. Z pewnością czegoś się znowu nauczę. Ciekawymi spostrzeżeniami będę się z Tobą dzielić – może wniosą coś dobrego również do Twojego życia 🙂 .

Zdjęcia: Pixabay

Leave a Reply