Dietetycznie w święta, czyli jak sobie radzić z kuszącym menu

with Brak komentarzy

Święta cztery lata temu. Było mnie już wyraźnie mniej. Przywykłam do diety. Codzienny jadłospis był unormowany, a jego komponowanie nie stanowiło problemu. Codzienny, ale jak tu poradzić sobie ze świątecznym menu?

Do kolacji wigilijnej dieta jak zwykle – cztery niewielkie posiłki. Ale później…

Siąść do stołu z rodziną i nic nie jeść? Przygotować potrawy tylko dla siebie? Uszczknąć trochę tego, trochę tamtego?

Pierwsza wersja odpadła w przedbiegach. Sytuacja stałaby się niezręczna, a ja byłabym zwyczajnie głodna. Po kolacji następuje cały ceremoniał wigilijny – prezenty, wspólne świętowanie. Trudno byłoby znaleźć niekrępujący moment na zjedzenie swojego posiłku.

Druga ewentualność – też nie! Potrawy wigilijne to tradycja. Nie widziałam wówczas wśród nich moich sałatek i warzyw na parze. Zaburzały mi klimat.

Pozostawało „uszczknięcie”. Ale ile? I czego? Zdecydowałam się na wyeliminowanie tego, co stanowi największą dietetyczną pułapkę i dopuszczenie odstępstw od codziennych norm – wszak święta! Starałam się spośród wigilijnego menu wybrać dla mnie potrawy mające znaczącą wartość odżywczą – warzywa, białko. Udzieliłam sobie też pozwolenia na większą porcję tłuszczu – kalorie z niego pochodzące są znacznie lepiej zamieniane w energię niż te z węglowodanów. Zabójstwem dla diety jest natomiast połączenie tłuszczu z cukrem. W słodkościach świątecznych, przygotowywanych w tradycyjny sposób, nie do uniknięcia. Zatem ta część świątecznego menu nie dla mnie.

WP_20151219_032

Pierwszym wigilijnym daniem w moim domu jest zupa z suszonych owoców. Tradycja wyniesiona ze świąt u Babci. Nigdzie indziej się z taką nie spotkałam i nie czytałam o niej. Czasem widuję przepisy na podobną, ale zagęszczaną mąką lub zabielaną śmietaną. Moja jest intensywnym w smaku wywarem wzbogaconym goździkami i odrobiną cukru. Zapach, jaki roznosi się w domu podczas jej gotowania, jest naszym zapachem Wigilii. Podaję ją z grubym makaronem. Znakomicie przygotowuje żołądek na przyjęcie wszystkich innych, ciężkostrawnych potraw. Stawiam przed sobą taką zupę bez makaronu. Słodzę minimalnie – żeby nieco złagodzić cierpki smak suszu owocowego.

Później na moim talerzu pojawiają się kapusty – z grzybami i z fasolą (właśnie! nie z grochem. Też przepis Babci). Sama kapusta ma niewiele kalorii, ale po dodaniu cebuli usmażonej na tłuszczu (do tej z grzybami), masła (do tej z fasolą) i samej fasoli jej wartość energetyczna rośnie. Ponieważ jednak kapusta daje uczucie sytości, porcje nie muszą być duże.

Nieco białka – kawałek karpia (panierkę pieczołowicie oddzielam) i trochę śledzi w sosie czosnkowym (przepis podaję na końcu – proste przygotowanie, „poezja smaku”).

Pozwalam sobie też na pierniki bez lukru (zawierają potas, a przyprawy korzenne pobudzają metabolizm i wzmacniają odporność) i kawałek sernika (u mnie wersja „z rosą”: ser chudy, chude mleko, jaja, budyń – dużo białka. Ciastowy spód zostaje na talerzyku).

Tyle  – wystarczy. Próbowałam wprowadzić „zdrowe” potrawy; jakąś sałatkę (z bakaliami, żeby było bardziej świątecznie), ale nie dostosowała się do nastroju… Na szczęście coraz więcej portali dietetyczno-kulinarnych podaje przepisy na „zdrowe” wersje świątecznych smakołyków oparte o składniki pojawiające się w tradycyjnym świątecznym menu. W tym roku mam zamiar przygotować pasztet z fasoli z orzechami.

Wieczór po kolacji wigilijnej to spacer na Pasterkę i dużo śmiechu – moje córki są wtedy w wyjątkowo „chichotliwych” nastrojach. Po „nadwyżce” kalorycznej nie ma śladu.

W pozostałe dni Bożego Narodzenia postępuję podobnie – korzystam ze świątecznych potraw, ale kontroluję ilość kalorii i wykluczam węglowodany proste. Idę pobiegać albo wskakuję na stepper.

Jeśli chcesz skorzystać z bardziej szczegółowych porad, polecam Ci artykuł portalu „Dieta sportowca”.

Święta nie muszą być „czasem próby” (dietetycznej). Można się nimi cieszyć w pełni nawet wtedy, gdy się jest „na redukcji”, czego Ci serdecznie życzę!

 

Przepis na śledzie w sosie czosnkowym (pochodzi ze wspominanego przeze mnie wcześniej „Poradnika Domowego”):

Bierzemy tyle ząbków czosnku, ile mamy filetów (odmoczonych). Jeśli ząbki są wyjątkowo duże – można wziąć ich mniej. Śmietanę i majonez mieszamy w proporcji 1:1, w ilości koniecznej do zakrycia filetów. Powstały sos doprawiamy według gustu (ja nie daję żadnych przypraw – majonez wystarcza) i łączymy ze zmiażdżonym czosnkiem i z filetami (kroję je w kawałki). Zostawiamy na kilka godzin w lodówce „do przejścia” – u mnie leżą niemal całą dobę.

Można podać je w wersji „light” – z majonezem niskokalorycznym i jogurtem zamiast śmietany, ale  nie próbowałam. Lubimy takie „z bogatym smakiem”.

0 Responses

  1. Kill Bill
    | Odpowiedz

    zdradzę Ci w sekrecie, że majonez jest bardzo niezdrowy, niestety…

Leave a Reply