Dźwięki na upozytywnienie

with Brak komentarzy

Muzyki klasycznej słucham tylko w mistrzowskich wykonaniach. Takam wybredna. Wszystko przez mojego stryja –  znawcę muzyki poważnej i miłośnika opery.

W odległych czasach, w których magnetofon kasetowy stereo był technologicznym hitem rynku muzycznego, stryj  obdarował mnie walkmanem ze słuchawkami.

Do tego minimini „kaseciaka” stryj dołączył cztery taśmy. Jedna zawierała nagranie najnowszej wówczas płyty Eurythmics (do tej pory wysoko na mojej liście przebojów 😉 ), trzy pozostałe miały mnie „oswoić” z muzyką mistrzów.

Czasem udaje mi się dotrzeć do któregoś ze słuchanych wtedy utworów – na przykład do „Canonu” Pachelbela w najlepszym znanym mi wykonaniu (nawet Filharmonicy Berlińscy z Karajanem nie grają tego tak lekko i obłocznie).

Na smutki; na szczęśliwe chwile – żeby fruwać jeszcze wyżej; na plamy słońca rzucane przez wzór firanki…

 

Leave a Reply